Godzina spowiedzi w kuchni MagicMix: najgorsze wpadki z Lidlomixem 😅

Wpadki z Lidlomixem? Ja? Niemożliwe! A może jednak? Wszyscy udajemy, że w naszej kuchni zawsze wszystko idzie gładko. Idealnie wyrośnięte ciasto drożdżowe, kremowa zupa, lśniący czysty blat. Prawda? A jednak nawet z Lidlomixem czasem coś idzie nie tak – i to porządnie. Dziś zaczynam od siebie i opowiadam wam o momencie, w którym najchętniej zapadłabym się pod ziemię. A potem kolej na was.
Wyznanie Isy z klubu MagicMix: gdy Lidlomix spadł z blatu
Okej, głęboki oddech. To przydarzyło mi się podczas testowania przepisów – czyli dokładnie wtedy, gdy właściwie wiadomo, co się robi.
Włączyłam tryb ugniatania z naprawdę ciężkim ciastem chlebowym. Kto zna ten tryb, ten wie: Lidlomix wtedy porządnie pracuje, nóż miksujący obraca się w przód i w tył, a całe urządzenie trochę się rusza. Pomyślałam: idealnie, w tym czasie szybko wyładuję zmywarkę. Kilka minut z dala od urządzenia, żaden problem.
A jednak problem był. Ciasto było tak ciężkie, że przy każdym cyklu ugniatania Lidlomix przesuwał się centymetr po centymetrze w stronę krawędzi blatu. Usłyszałam tylko głuchy łomot – i już leżał. Na podłodze. Pokrywka zdjęta, ciasto na kafelkach, a pojemnik miksujący do połowy pod stołem. Stałam jak wryta i nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.

Jeszcze więcej wpadek z ryżem na mleku i bulionem warzywnym
Dobra wiadomość: trochę ciasta da się wytrzeć, urządzenie nadal działa, a moja duma też już się otrząsnęła. Od tamtej pory obowiązuje u mnie żelazna zasada: podczas wyrabiania ciasta zostaję w pobliżu, Lidlomix stoi z dala od krawędzi blatu, a przy naprawdę ciężkich ciastach podczas ugniatania po prostu na chwilę przytrzymuję ręką pokrywę. Dwie minuty uwagi, a ile mniej nerwów.
Jeśli myślicie, że to była moja jedyna wpadka – nie. Ryż na mleku bez założonej uszczelki też już znalazł się na mojej liście. Efekt? Mleko na blacie, mleko pod urządzeniem, mleko wszędzie – tylko nie w pojemniku miksującym.
A mój przyjaciel Daniel kiedyś zamiast 150 g bulionu warzywnego wsypał do garnka 150 g proszku bulionowego do zupy pomidorowej z fetą. Powiem tylko tyle: to była najbardziej słona zupa, jaka kiedykolwiek pojawiła się w naszej kuchni. Niejadalna. Do dziś twierdzi, że przepis był niejasny.

Teraz Twoja kolej!
Ja już się przyznałam, teraz chcę poznać Wasze historie. Jestem pewna, że tam na zewnątrz kryją się jeszcze lepsze wpadki niż moje.
Zdradźcie: co najbardziej szalonego lub żenującego zdarzyło Wam się kiedyś zrobić z Lidlomixem?
Napiszcie w komentarzach poniżej – zapomniana pokrywka, zmiksowana razem z miarką, zupa na suficie, sól zamiast cukru… Wszystko się liczy. Najlepsze historie podzielę się w jednym z kolejnych wpisów (oczywiście tylko jeśli wyrazicie na to zgodę).
Już nie mogę się doczekać, żeby je przeczytać – i trochę z wami współczuć. 😅